tabletki-na-doroslosc-mostyzksiazekpl
Instarecenzje

Instarecenzja #7: Tabletki na dorosłość

Tabletki na dorosłość Doroty Suwalskiej to książka o dojrzewaniu i niedojrzałości, nie tylko tej nastoletniej. Ciekawy koncept – tytułowe tabletki nie są wcale metaforyczne, a ich zastosowanie uruchamia ciąg zdarzeń, które – po licznych perypetiach i katastrofach – pomogą bohaterowi zrozumieć, na czym polega prawdziwa dojrzałość.

Połączenie realistycznej opowieści o nastoletnim niedopasowaniu z elementami magicznymi, celne obserwacje nastoletniego egotyzmu i zachowań dorosłych, wplecenie w to wszystko twórczości – blogowania – jako sposobu na zrozumienie tego, czego się doświadcza – to wszystko wygląda obiecująco. A jednak miałam wrażenie, że zbyt to wykoncypowane, że owszem, odczytuję, co chce mi powiedzieć autorka, ale coraz bardziej mnie to męczy. I że to wszystko jest trochę rodem z artykułu w czasopiśmie psychologicznym o kryzysie męskości, mężczyznach typu Piotruś Pan i znaczeniu rodzinnych wzorców.

Nie wykluczam, że rówieśnicy bohatera (w książce obchodzi 14. urodziny), a raczej osoby ze dwa lata młodsze (tak to zwykle działa: nastolatki nie lubią czytać o kimś w tym samym wieku) znajdą tu echo różnych swoich dylematów. Ich rodzice mogą z kolei spróbować wykorzystać tę książkę jako pretekst do rozmowy i może także nie zawsze miłe lustro. Książka została wyróżniona w konkursie na książkę roku Polskiej Sekcji IBBY. Ja tym razem nie podzielam oceny jury literackiego. A bardzo podobały mi się Czarne jeziora, poprzednia książka autorki.

Za to wielki plus za ilustracje Marty Ruszkowskiej. Bardzo mnie cieszy powrót do ilustracji w książkach dla młodzieży – bo to oczywiście nie pierwszy taki przypadek (warto zajrzeć choćby do młodzieżowych książek wydawnictwa Poławiacze Pereł, np. Nigdy nigdy Jurka Zielonki).

*
Dorota Suwalska, Tabletki na dorosłość, ilustracje: Marta Ruszkowska, Wydawnictwo Adamada, 2018

*
Instarecenzje najpierw publikuję na instagramie i nie mam ambicji, by były wyczerpującym omówieniem danej książki. Czasem – jak w tym przypadku – w wersji blogowej dopisuję parę słów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *