pasztety-do-boju-mosty-z-ksiazek
Instarecenzje

Instarecenzja #4: Pasztety, do boju!

Mam wrażenie, że o naprawdę dobrą książkę dla młodzieży trudniej niż o dobrą książkę dla dzieci. W przypadku tych pierwszych fabuła często traktowana jest mocno instrumentalnie, żeby opowiedzieć o „ważnych problemach” młodych ludzi, nierzadko wszystko zostaje wypowiedziane i brakuje miejsce na przemyślenia czytelniczki / czytelnika inne niż te, do których zostajemy podprowadzeni za rękę.

Dlatego bardzo się cieszę, gdy czytam taką książkę jak Pasztety, do boju!. Owszem, tu też są „ważne problemy” , i to niezłego kalibru, mamy tu m.in. bodyshaming, cyberprzemoc (tytułowe „pasztety” to dziewczyny obwołane nimi w fejsbukowym konkursie), trudne budowanie patchworku i brak kontaktu z biologicznym ojcem, mamy bohatera, który podczas interwencji wojskowej w „Galerystanie” (Iraku?) stracił nogi, zginęli też wszyscy członkowie jego oddziału… Sporo tego, prawda? Na szczęście literatura nie ucierpiała – te wszystkie elementy składają się na wartką, przejmującą, dającą do myślenia i momentami piekielnie zabawną opowieść o girlpower – choć to już uproszczenie, bo naprawdę kryje się tu o wiele więcej wątków.

Powieść świetnie też rozgrywa przyzwyczajenia nałożone nam przez popkulturę – gdy bohaterki przebierają się na studencki bal, stają się innymi, piękniejszymi osobami, wystarczyły odpowiednie ciuchy, makijaż, fryzura – a nie, to tylko opowiadająca całą historię Mireille, „Brązowy Pasztet”, postanowiła sobie z nas zakpić. I z siebie oczywiście – bo kpina to jej podstawowe narzędzie obrony przed światem. Czy najlepsze? – to kolejny temat, dla mnie jeden z ważniejszych w tej książce.

No i jest jeszcze rola, jaką w tej książce odgrywają rowery, poważna, emancypacyjna rola. A opis magii roweru, który znajdziecie na str. 52, doskonale ujmuje ten fenomen.

Bardzo polecam do czytania samodzielnego lub równolegle z dziećmi – i wcale nie tylko z córkami, choćby cały ten pomysł na konkurs i postać Malo są absolutnie do przegadania z chłopakami (a wiecie, o wzmacnianiu dziewczyn mówi się teraz mnóstwo, o wzmacnianiu i uwrażliwianiu chłopców, żeby nie wpadali w schematy toksycznej męskości – znacznie mniej).

Na koniec polecam jeszcze świetny wywiad z autorką, który dla Krytyki Politycznej zrobiła Olga Wróbel. Dzięki niemu zauważyłam rzeczy, które inaczej pewnie by mi umknęły, jak to, że szkoła bohaterek nosi imię żyjącej pisarki feministycznej Marie Darrieussecq.

I jeszcze jedno: uwielbiam okładkę zaprojektowaną przez Gosię Herbę

*
Clementine Beauvais, Pasztety, do boju!, przeł. Bożena Sęk, Wydawnictwo Dwie Siostry 2017

*
Instarecenzje najpierw publikuję na instagramie i nie mam ambicji, by były wyczerpującym omówieniem danej książki. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *